Plastyka obrzędowa

Polska,

Dzierzkowice

Pan Roman Prószyński zajmuje się plastyką obrzędową i zdobniczą. Tworzeniem pisanek batikowych zajmuje się od dziecka, wykonywania wycinanek nauczył się w późniejszym okresie. Jest to tradycja rodzinna, którą przejął od swojego ojca. Od 1975 r. należy do Stowarzyszenia Twórców Ludowych. W 2008 r. otrzymał srebrny medal Zasłużony Kulturze „Gloria Artis”, natomiast w 2018 roku został uhonorowany Nagrodą im. Oskara Kolberga.



    For privacy reasons YouTube needs your permission to be loaded.
    I Accept

    Fragmenty rozmowy z panem Romanem Prószyńskim (RP). Wywiad został przeprowadzony w miejscowości Terpentyna, powiat kraśnicki, przez Bartłomieja Drozda (I) w dniu 2 marca 2017 roku, w ramach projektu Letnia Szkoła Pisankarstwa.

    I: Proszę się przedstawić: imię, nazwisko, rok urodzenia i powiat.
    RP: Nazywam się Roman Prószyński. Urodziłem się w 1953 roku w Terpentynie, gdzie cały czas mieszkam, w powiecie kraśnickim.

    I: Gdzie Pan nauczył się robić pisanki?

    RP: Pisanki to jest tradycja rodzinna. Ojciec mój pochodzący z hrubieszowskiego powiatu, dokładnie z Nieledwi, uczył się tam pisania pisanek jako dziecko jeszcze kilkuletnie od takich starszych pań, które wykonywały dla całej wsi pisanki, po prostu taką tradycyjną metodą batikową. A ponieważ zawsze miał jakieś uzdolnienia plastyczne, więc go to zainteresowało i tak w ten sposób ja to przejąłem. I praktycznie od dziecka, od urodzenia, można powiedzieć, mam z jajami do czynienia.

    I: To jest chyba trochę nietypowe, że mężczyzna zajmuje się pisaniem pisanek?

    RP: Niekoniecznie, kilku mężczyzn… Znaczy głównie kobiety wykonywały. Natomiast jest paru w tej chwili. Trudno mi powiedzieć teraz, bo nie mam kontaktu, ale Jurek Lipka na przykład z Gogolina, który robił kroszonki piękne, jeszcze było kilka osób.

    I: A jak można byłoby scharakteryzować Pana pisanki?

    RP: Przede wszystkim zacznijmy od tego, że nazwa pisanki, powinna być używana tylko i wyłącznie do ozdobionych jajek opisywanych woskiem. Pisakiem, który jest wykonywany w różny sposób: z blaszki, czasem to była końcówka skówki metalowej z buta. Natomiast zawsze po prostu było to pisane woskiem, rozgrzanym woskiem na noszony wzór. Natomiast wszystkie te inne, które się w nazwie przyjęły obecnie, że to są pisanki, na przykład oklejane papierem kolorowym, no to są oklejanki. Czy te po prostu sitowiem, no to też są oklejanki. Kroszonki opolskie to są skrobane. Także to jest po prostu…

    I: A Pana pisanki?

    RP: To są pisanki lubelskie. Z tymże wrócę może do tego jeszcze, że przed wojną w lubelskim było kilkanaście regionów, gdzie wykonywano pisanki, które były tak charakterystyczne, że od razu można było odróżnić z jakiego rejonu pochodzą. No w tej chwili zachowało się, taki główny ośrodek, gdzie większość pań wykonuje, to jest Krzczonów i okolice, nie? W Podlaskim mały region. No tutaj ja, trochę mniej osób próbują wykonywać, ale mówię… Natomiast sama kolorystyka tych pisanek i zdobnictwo, to jest z pogranicza. Stamtąd ojciec pochodził i po prostu kolorystyka tam charakterystyczna była, że na białym jajku nanoszono biały wzór. Później barwiono na żółto, na czerwono i barwiono tło- najczęściej czarne. Chociaż niekoniecznie. Kiedyś używano naturalnych barwników do tego. Nie farb, tylko barwników. To też trzeba na to zwrócić uwagę, bo barwy są kryjące, natomiast barwniki wnikają w skorupkę jajka. I po prostu zawsze od najjaśniejszego do najciemniejszego można to wykonywać.

    I: To zacznijmy od początku. Jeżeli bierzemy jajko, to w jaki sposób trzeba je przygotować.

    RP: Przede wszystkim najlepiej wybieramy jajka czyste, białe. Z tego względu, że później kolory… jeśli weźmiemy z ciemną skorupką jajko, to kolorystyka wzorów na pisankach będzie troszkę zmieniona. Bo jak jest ciemna lub brązowa skorupka, to wiadomo, że czerwony będzie taki no… brunatny wpadający. Za wyjątkiem czarnego, który kryje wszystko, no to tego… Nie myjemy jajek, chociaż niektórzy mówią, że trzeba. Nie powinno się myć, bo po prostu powłoczkę na jajku się niszczy i barwnik po prostu źle wnika. Plamy zostają. Musimy zrobić wydmuszkę, więc bierzemy… Jeszcze kiedyś wykonywano pisanki na jajkach gotowanych. W tej chwili większość osób robi na wydmuszkach, a to z racji tego, że to jest wygodniejsze, lżejsze… A kiedyś to jeszcze były problemy, za komuny, z wysyłką pisanek za granicą na pełnych jajkach, bo traktowano jako żywność i nie puszczano tego, także… W jajku robimy małą dziurkę. Robię pilnikiem, pilnikiem okrągłym, małym. Nakłuwamy gdzieś z boku drugą dziurkę robimy. Pompkę, przykładowo jak tu od roweru, to musimy zdjąć tą twardą… […] Robimy dziurkę, potem bierzemy nakłuwamy z boku. Znaczy można w różnym miejscu. Ja to dlatego z boku robię, żeby mi było… To można pompkę do materacy na przykład, czy małą sprężarkę taką do pompowania samochodów. […] I mamy wydmuszkę. […]

    I: I Pan pracuje już na wydmuszkach? Na pełnych jajkach już nie?

    RP: Na pełnych jajkach rzadko. Jeżeli ktoś potrzebuje. Natomiast nie używam w tej chwili barwników takich, jakie były kiedyś używane, naturalne. Chyba, że tam dla muzeów, czy dla jakiś kolekcji. W tej chwili większość używa barwników do barwienia wełny. Muszą to być barwniki kwasowe, z dodatkiem octu. Po prostu wtedy reaguje skorupka z barwnikiem i kolory są po prostu ładne. […] No jak ktoś się uprze, to… Z tymże to jest pracochłonne, bo to trzeba przygotować, tam za wyjątkiem łupin z cebuli, to tam te inne barwniki, no to wymagają trochę pracy. Żeby tak czarny uzyskać, to korę dębu, czy tam jakieś tam…

    I: A inne kolory z czego się uzyskiwało?

    RP: Zielony był- młode żyto i tego typu różne. Cebula tak od żółtego do brunatnego. No największy był problem z czerwonym. To tak różnie kombinowano.

    I: A jeszcze zapytam o jajka. Kurze tylko?

    RP: Nie. Znaczy o tu mamy jajka gęsie na przykład. Strusie, ale to rzadko robię. Sporadycznie. Raz, że to trzeba jajko przygotować. Bo to trzeba jajko zeszlifować, bo powłoka jest taka, że farby, barwnika nie przyjmuje, więc trzeba tą powłoczkę… to pracochłonne. A poza tym powierzchnia wtedy rośnie. Najczęściej kurze, gęsie, kacze czasami… Kacze, nie wszystkie barwy ładnie przyjmują na kaczych. Ciemne oczywiście, natomiast te…

    I: A jakie kolory dominują w Pana pisankach?

    RP: Znaczy jeśli chodzi o tradycyjne, to był biały, czyli kolor jajka, żółty, czerwony i najczęściej czarny. Ewentualnie w międzyczasie wchodził zielony. Natomiast ja dołożyłem i niebieski czasem się trafi, jak jajko ładnie przyjmie.

    I: A czy oznaczały coś kolory? Miały jakieś wytłumaczenie?

    RP: Ja nigdy do tego nie przywiązywałem wagi. Tam zarówno same zdobnictwo, wzory kiedyś były powiązane z wierzeniami różnymi. Natomiast w chwili obecnej… takie popularne elementy zdobnicze, to były motywy słońca, motywy swastyki, motywy gwiazdy, drzewko życia. Natomiast pisanka, u nas szczególnie, bo w niektórych rejonach, znaczy głównie na Ukrainie przywiązują wagę większą do zdobnictwa i do elementów tych elementów związanych z wierzeniami. Natomiast u nas w tej chwili pisanka się stała elementem dekoracyjnym. Nie tylko związanym z Wielkanocą, ale po prostu… ale jako prezenty są wykorzystywane cały rok i ozdoby.

    I: A u Pana w tych pisankach jakie wzory, jakie ornamenty się pojawiają?

    RP: Z tych starych, to wszelkiego rodzaju gwiazdy. Poza tym drzewka życia różnego rodzaju. Ja tu trochę zmodyfikowałem. Motywy słońca, kwiaty. Z takich prostych to jeszcze gałązki, wiatraczki, to też popularne były na Lubelszczyźnie. O tutaj inny rodzaj gwiazdy. […] Zawijaski, psie ogonki, grabki różnego rodzaju. Znaczy ja w tej chwili… To były takie proste wzory. Ja to robię teraz takie bardziej skomplikowane. Natomiast jeszcze w tej chwili nikt już u nas na Lubelszczyźnie nie robi pisanek trawionych, wielobarwnych. Bo tam czasem jednobarwne robią. To są pisanki batik trawiony. Polega na tym, że na białym jajku nie nanosimy wosku na białe jajko, tylko barwimy na żółto. Zaczynamy pisać od żółtego, później na czerwono… Kolejne fazy są takie same i nie ścieramy wosku, tylko wkładamy do kwasu. Kiedyś się wkładało do kwasu z kapusty. To leżało ze 2-3 dni i tam, gdzie nie było wosku, to skorupka została strawiona. W tej chwili się wykorzystuje po prostu trochę inne rzeczy, na przykład kwasek cytrynowy. To idzie szybciej wtedy. I to jest charakterystyczne, że wzór jest wyczuwalny pod palcami na tej pisance po prostu. Tu gdzie jest białe, to jest niżej.

    I: I na tych trawionych to były takie same wzory wykorzystywane jak na tych batikowych zwykłych?

    RP: Tak, tak, bo to jest inna odmiana batiku. No czasem jeszcze elementy takie, tak jak o tu… wyskrobywane, tu jest postać Chrystusa. Ojciec mój dużo robił takich w okresie okupacji partyzanckim, gdzie tam były walki partyzanckie tego typu. Ja w domu nie mam żadnej takiej, bo to delikatne, w muzeach kilku jest jeszcze…

    I: A te symbole, które Pan wymieniał jak psie ogonki, drzewko życia, słońce… to też było czegoś symbolem?

    RP: Słońce to… no jajko było związane z odradzającym się na wiosnę życiem i słońce jako element takiego no… rozkwitu życia. […] Drzewko życia też związane po prostu z tym, że się odradza życie. To było w starych tradycyjnych tych wierzeniach. W ogóle pisanka się wywodzi z wierzeń pogańskich. Co tu nie mówić, także przyjęta została przez chrześcijaństwo.

    I: A ten motyw swastyki pojawia się u Pana, bo Pan wspominał.

    RP: Znaczy tu akurat nie mam. Pojawia się czasami, ale w tej chwili nie mam żadnego takiego, żeby pokazać.

    I: I widziałem też, że są napisy.

    RP: A to już… Kiedyś do tego nie robiono. Robiono tam „Alleluja”, czy „Wesołych świąt”, no niektórych jest miejsce, więc się w kilku językach czasami… […] „Wesołego Alleluja” i „Happy Easter”, czy tutaj po niemiecku „Frohe Ostern”. Także, także… W tej chwili to mówię, że przyjęło formę takich bardziej no… rzeczy dekoracyjnych, niż wierzeniowych. Kiedyś mówię robiono pisanki na pełnych jajach. Tam były zabawy, zbitki. Bawiono się, różne… Skorupki zakopywano na miedzy, żeby był urodzaj. Z pisanek to wkładano pod strzechy, żeby ochronić od piorunów, przed pożarem, także… To było z wierzeniami związane. […] Gdzieś za obrazem się pisanki trzymało… Ja to już mniej może. Natomiast…

    I: A jeżeli w trakcie pracy jajko pękło, to coś się robiło z tą skorupką? Można było wyrzucić?

    RP: No właśnie robiono takie stłuczone, to wykorzystywane do tego, co mówiłem. Że zakopywano na przykład, zwierzętom dawano do pokarmu też. Także to były, były… Z tymże mówię, praktycznie do I wojny światowej jeszcze te wierzenia były, przynajmniej u nas tak w regionie mocniej zakorzenione. A później się rozmyło trochę.

    I: A jeszcze zapytam. Kiedy się robiło te pisanki?

    RP: Pisanki w zasadzie w tej chwili, to się różnie robi. Natomiast kiedyś zaczynano tak jak ze Środą Popielcową, jak się post zaczynał. Znaczy w różnych regionach, bo to były różne terminy, ale najczęściej z początkiem postu zaczynano pisać. I w różnych regionach kończono w różnym terminie. Łącznie do tego, że do Zielonych Świątek pisano.

    I: A Pan jak teraz robi?

    RP: A ja to różnie. Jak w razie potrzeby. […] Nawet i cały rok jak potrzeba.

    I: Pan wspomina, że pisanka teraz to element dekoracyjny. A kiedyś, jak Pana tata czy te panie, które uczyły, to wtedy może darowało się komuś tę pisankę?

    RP: Głównie w okresie Wielkanocy rozdawano. Natomiast mój ojciec jak robił, to w czasie okupacji, to mu partyzanci koszyk jajek przynosili i on robił dla wszystkich przykładowo. Także… tak samo, te kobiety, od których się uczył, to były dwie. To robiły bardzo dużo pisanek i też im koszykami przynoszono jajka i całą wieś zaopatrywały w pisanki, robiły.

    I: A zapytam jeszcze o taką techniczną sprawę. Wspominał Pan o narzędziu, jakie wykorzystuje do pisania pisanek. Co to jest?

    RP: To jest tak zwany pisak. To jest kawałek blaszki, zwiniętej w lejek. Znaczy ona może mieć różną formę. Bo ten u mnie jest zwinięty w lejek. Natomiast to może być nawinięty na kawałek szpilku blaszka, że będzie prosty- rureczka taka. Czy zgięta tylko na dwa, przycięta w kształcie trójkąta i też można pisać tym. W niektórych regionach piszą łebkiem szpilki. Załóżmy Podlasie całe i część Lubelszczyzny południowo-wschodniej tam… Z tymże tak charakterystyczne przecinki wychodzą tym… Zresztą w tym regionie też tak pisano. Kiedyś pisano stalówkami zwykłymi, jak się używało do pisania w zeszytach. Tylko, że to po prostu kreska jest delikatniejsza, ale i trudniej pisać, bo wosk się nie trzyma. Tu po rozgrzaniu tego pisaka, jak się go rozgrzeje, umoczysz w wosku, to do tej… tu jest maleńka dziurka na końcu, otwór mały, wchodzi wosk do środka i on wypływa. Niektórzy nakładają tutaj do środka wosk, ale niestety nierówną kreskę. Bo to nierówno spływa. Natomiast delikatnie umoczyć i wtedy kreska jest równa. I tak jak zrobiłem już załóżmy, to co ma być na białym, wkładamy do żółtego na chwilę, żeby się zabarwiło na żółto. I jak wyjmiemy z farby żółtej, ja tu mam półfabrykant, to już po prostu, tu gdzie był na białym zostaje biały wzór, piszemy na żółto.

    I: Trzeba konkretny czas odczekać zanim to się zabarwi i zacząć znowu pracę?

    RP: Chodzi o to, żeby nie było mokre. 2-3 minuty wystarczą. Nie wolno za długo też trzymać, bo ta farba, znaczy barwnik jak jest z dodatkiem octu, to po prostu jest za długo leży jajko, to potrafi tą skorupkę tak zeżreć, to zejdzie razem z farbą, z barwnikiem. […] I teraz na żółtym piszemy. Później przekładamy do czerwonej. Znowu na czerwono piszemy. To jest ten sam wzór tutaj na czerwonym. Później barwimy tło na czarno i jak już barwimy, to ja na innym pokażę, tylko to jest inne tło, zielone. Kawałek papieru. Otwieramy tutaj. Zapomniałem powiedzieć. Jak zrobimy wydmuszkę, musimy pozatykać te otwory, które są w skorupce, bo jak wkładamy do barwników, to żeby nam farby, znaczy barwnika nie kradło do środka, żeby nie tego… I później otwieramy to. Bo gdybyśmy nie otworzyli, jak ogrzewamy, to nam rozsadzi. I po prostu ogrzewamy i wycieramy. I pod woskiem zostaje kolorowy wzór.

    I: Czy on jakiegoś konkretnego miejsca na jajku się zaczyna pisać?

    RP: Podział jajka, pisanki w ogóle najprzeróżniejszy. Najczęściej spotykane to jest taki południkowo-równoleżnikowy, czyli na cztery. O tutaj mamy przykład. Z tymże tu jest taki podział. Czy pasy poziome, czy pionowe. Czy ja tam wprowadziłem swego czasu, bo to praktycznie nikt nie robił chyba, ukośne takie.

    I: Ale trzeba było zacząć pisać od środka, od nasady jajka czy innego miejsca?

    RP: Nie, nie, nie. Tutaj przynajmniej według mojej wiedzy, nie tego.

    I: A mówiono, że jajko się poci? I jeżeli tak, to co to oznaczało?

    RP: Znaczy u mnie się nie poci. Natomiast być może, że przy skrobaniu, przy tym… trudno powiedzieć. Czy gotowane jajka mogły się… bo skorupka mogła się troszkę wilgocią… jakby na pełnych jajkach robiono. Jak robiono pisanki na pełnych jajkach tego typu, to później wosk nie usuwany w tej sposób, tylko po prostu do zimnego barwnika czarnego, ciemnego się wkładało. Tam trzeba było wyłożyć dno czymś, żeby bezpośrednio nie dotykały. Podgrzewało się lekko i wtedy wosk spływał. Albo wkładało się do piekarnika i też sie podgrzewało. W niektórych regionach na przykład nie gotowano jajek, tylko zapiekano w piekarniku. […] Jajka robiono na gotowanych, więc one musiały być długo gotowane. Z tego względu, że jak były za mało ugotowane, to później można było się nabawić ładnego smrodku w domu, bo tego… potrafiło to jajko pęknąć i no…

    I: A te jajka wytrawiane to na końcu się je nie czyści i ten wosk zostaje i wtedy jest ta powierzchnia taka chropowata?

    RP: Nie, nie. Wosk się ściera. Po prostu jest starty, tylko że… mówię, tylko przed włożeniem do kwasu nie można zetrzeć wosku, bo by nam zżarło wszystko. Także ten…

    I: Które najczęściej Pan robi?

    RP: Znaczy te trawione, to robię rzadko. W tej chwili zacząłem robić, bo mam wystawę w kwietniu.

    I: A czy przenosi Pan wzory na coś innego? Czymś innym się Pan zajmuje, że te same symbole jeszcze się gdzieś pojawiają?

    RP: Znaczy… trudno powiedzieć. Robię wycinanki. Niektóre elementy się powt… znaczy gwiazdy różnego rodzaju to i w wycinance występują i w pisance, czy tam… jakieś kwiatowe motywy. Ale takie idealne przeniesienie to raczej nie ten…

    I: A ma Pan swoich kontynuatorów? Przekazuje komuś?

    RP: Teoretycznie to i syn i córka robili, ale przestali. […] Jak potrzeba to siądzie i zrobi, tak samo córka. Natomiast to…

    I: A Pan dlaczego się Pan tym zajmuje dalej?

    RP: Bo lubię sobie jaja robić. [śmiech] Tyle lat się robi, także…

    I: Ale Pan trzyma się tego wszystkiego, tych wzorów, tego jak było to kiedyś robione.

    RP: Na pewno, na pewno sposób wykonywania jest taki jak… znaczy…ewentualnie barwniki nowocześniejsze się stosuje, ale to wszyscy przeszli po prostu. Przy większej ilości pisanki używanie barwników naturalnych, to jest bardzo kłopotliwe, bo to najpierw je trzeba pół roku przygotowywać, gdzieś tam zbierać niektóre… A później… I nie są trwałe. Długo schodzi z barwieniem. Ja tutaj odkładam i już jest praktycznie zabarwione, nie? A tego… a w takim barwniku naturalnym, to ono musi chwile poleżeć.

    I: Czyli dba Pan o to, żeby podtrzymywać tradycję?

    RP: Tak, tak. Od 75 roku jestem w Stowarzyszeniu Twórców Ludowych, także tego… to jest kupę lat. […] Przez 30 prawie lat nauczałem Duńczyków wykonywania pisanek. Od 87 roku, jak tam zaczęłem bywać, ostatnie 2-3 lata, dwa jak nie byłem, a tak co roku miałem zajęcia w szkołach, przedszkolach, klubach, tam w różnych, różnych ośrodkach takich. […]

    I: Jeszcze Pan powie skąd ma Pan te wosk?

    RP: Wosk? Pszczeli musi być. Musi być wosk pszczeli, bo parafina się źle trzyma i barwnik potrafi podejść pod spód. Taką technikę batikową to używano w Azji do barwienia, zdobienia tkanin. Zresztą takie największy zbiór do barwienia tkanin w Polsce z Jawy, czy tam z tego… […] Ale tak przeciętnie trzeba godzinę albo i półtora poświęcić na takie duże jajko, albo na takie gęsie. […] Tutaj widzisz ja mam wosk czysty, dlatego słabo widać, to co robię, nie? Natomiast jak się robi przy świeczce, to on jest taki wzór ciemny wychodzi, bo to nagar ze świeczki zostaje. Tylko, że ja używam spirytusu, także.[…] To zaletę mają te wydmuszki, bo można wrzucać do płynu, do barwnika i się nie stłuką. A jak się pełne jajka, to trzeba delikatnie, żeby… I później jak wyjmujemy […] i tu mamy końcowy efekt tego koguta. […]

    I: Przytrzymując dłużej nad ogniem, też można zepsuć.

    RP: No żeby się skorupka nie przypaliła.

    I: Ale kolor zostaje?

    RP: Kolor nie. Chyba, że jest po prostu za wcześnie musi być przed wycieraniem tym ostatecznym, musi chwilę tego osuszyć się przez chwilę, bo jak jest wilgotne jeszcze barwnik, to się zetrze razem z woskiem. […] To jest drzewko życia. Motywy słońca. No rozeta taka. […] Wiatraczki. Tu mamy gwiazdy różnego rodzaju.



      For privacy reasons YouTube needs your permission to be loaded.
      I Accept

      Fragment rozmowy przeprowadzonej w ramach Letniej Szkoły Tradycji. Więcej informacji o Letnich Szkołach Tradycji tutaj .

      Nazywam się Maria Gleń, urodziłam się w Krasnymstawie. Mieszkam od urodzenia tutaj i w tym domu, w którym w tej chwili jestem. Urodziłam się 2 września 1933 roku. Byłam mężatką, mam troje dzieci, mam wnuki już i prawnuki, także już mam troje prawnuków. No i co mogę powiedzieć o sobie. Należę do Stowarzyszenia Twórców Ludowych. Już będzie za pół roku pięćdziesiąt lat, byłam współzałożycielką Stowarzyszenia Twórców Ludowych. To znaczy był Klub Pisarzy Ludowych, a później, bo to w sześćdziesiątym piątym roku powstał Klub Pisarzy Ludowych. Było nas chyba trzydzieści kilka osób z całej Polski, a później w sześćdziesiątym ósmym roku powstało Stowarzyszenie Twórców Ludowych, bo do naszego Zarządu pisali ludzie, którzy tworzą, prawda malują, rzeźbią tam i w ogóle i mówią, że nie mają żadnego Związku i może by ich przyjąć do nas, więc dlatego powstało Stowarzyszenie Twórców Ludowych no i właśnie już będzie na drugi rok dwudziestego siódmego maja w piętnastym roku będzie pięćdziesięciolecie nasze. […]
      No ja nauczyłam się wycinanek, pierwsze wycinanki robiłam, znaczy ja przy babci robiłam, ale ja dziesięć lat miałam i trzy miesiące jak już nie miałam ani rodziców, ani babci. I ja byłam w wychowaniu u ciotek, także ciotki się nie interesowały tym, a jeszcze jak babcia żyła to pamiętam, że babcia wycinała wycinanki i malowała pięknie pisanki, że jak teraz patrzę jak twórcy robią to nie takie jak moja babcia robiła. Cudowne moja babcia robiła pisanki. Wycinanki robiła i kiedyś były bardziej modne wycinanki pasowe, bo były prawda szafy takie kuchenne, że były oszklone, szkła były i w każdym okienku była wąska wycinanka z jakimiś tam ozdobami, kwiatuszki, czy ptaszki, czy coś. Nawet i firanki babcia robiła. Były u nas też raz założone, ale mamusia się nie godziła, także babcia zrobiła takie krótkie firanki na okno, bo bardzo ładne robiła firanki z bibuły, ale do babci przychodziły takie koleżanki, które chyba nie stać było ich na firanki i na święta babcia już musiała [robić]. Przynosiły biały papier i babcia robiła właśnie te firanki do okien. Mamusia znowuż haftowała, robiła richelieu różne. Każda poduszka, każda serwetka była ozdobiona, także ja nawet nie wiem jak te ściegi się nazywają, ale były cudowne. […]
      Ja za mała byłam żeby widzieć o co tu chodziło, ale przeważnie na święta gdzieś, bo na przykład na Wielkanoc to już prawda zdobiło się już nie tylko wycinanką, prawda w szafie u nas było to ja pamiętam właśnie ten kredens stoi tam w kuchni letniej, to były te wąskie pasowe wycinanki […]
      My mieszkamy blisko miasta i nie było tyle zwyczajów i obyczajów jak, mąż pochodzi zza Żółkwia to już pięć kilometry od miasta no, to były inne zwyczaje. […]

      Jak już należałam do Stowarzyszenia Twórców Ludowych zobaczyłam, że twórcy robią wycinanki i ja mówię „O moja babcia też robiła” no i był konkurs właśnie w Lublinie, Muzeum organizowało i dostałam nagrodę i pieniądze i dyplom. O, mówię, to warto robić i dlatego zaczęłam robić wycinanki, bo wiersze to po prostu mi przychodziły, mi się śniły, albo jak pasłam u ciotki krowy to żebym ja nie ganiała krów to pisałam albo mówiłam, wymyślałam bajki, to mi nawracali krowy, a ja sobie siedziałam, albo wiłam wianek z jakiś kwiatów też dla młodszych dzieci prawda, ale byłam takim trochę wyzyskiwaczem, żeby ktoś za mnie coś zrobił. Jak człowiek był sierotą to musiał sobie jakoś radzić. […] ja wiersze zaczęłam pisać właśnie jak mamusia umarła, bo tatuś pierwszy zginął to miałam siedem lat , ale właśnie zaczęłam pisać o matce. Podrzucałam ludziom pod próg, tam sąsiadom albo dzieciom wymyślałam różne bajki. Zresztą i teraz piszę bajki dla dzieci. […]
      Nasza wycinanka lubelska to jest jednokolorowa, że po prostu aby ten kolor papieru był. Żeby był papier cienki, żeby można było jakoś zrobić. Na przykład jak robię jakieś zwierzęta, konie w tańcu czy ptaki, czy kota, czy psa no to ja sobie troszeczkę szkicuję, bo wiadomo, że to nie drewno, że dalej mogę nadciąć. Jak natnę papier no to już prawda będzie rozdarte. To już troszeczkę muszę se narysować, ale jak kwiat to ja już sobie wyobrażam jak on sobie wygląda, czy tam jakieś inne rzeczy to po prostu w głowie mam tą wycinankę i wtedy sobie nożyczkami wycinam i czy to będzie kółka, kwadraty, czy jakieś inne drobne rzeczy także się wycina i no ja nie wiem chyba więcej jak tysiąc zrobiłam tych wycinanek.

      Jakie rośliny są na wycinankach?
      MG: No raczej kwiaty różne. Kwiaty prawda, nawet robiłam motyle i na kwiatku i motyle do dziś mam tylko inaczej robione i moje motyle były nawet na szklankach. Huta za Chełmem są, nie pamiętam jak się nazywa to były jeszcze lata siedemdziesiąte, nie pytając mnie, mam pokażę na szklance moje właśnie motyle. Coś pięknego i wtedy zrobili coś tam pięć tysięcy sztuk, ja tylko dostałam trzy szklanki. […]

      Tak se wyobrażam, coś tam se wyobrażę tak samo lubię w wierszu jak wiersz przychodzi do mnie to pisałam nie raz, że albo idę chłopaka podrywać, albo gdzieś tam kogoś spotkam albo w ogóle, albo piszę o kimś starym, że tam idzie i mówi „on tylko by się popatrzył, powspominał” Takie różne humorystyczne. Tak samo w wycinance nie przywiązuję wagi, że to musi być piękne tylko takie jak ja sobie wyobrażam, bo to moje jest, a nie tam, że od kogoś se wzięłam, aha musze takie zrobić jak ktoś robi, nie. Ja czy piszę, czy coś, czy wycinam to musi to być moje w głowie wymyślone. […]
      Wycinanki mi się śnią, ale wycinankę wstawać w nocy i wycinać to za długo. To w ogóle by już była cała noc stracona, bo jak wiersz to ile pięć minut i już jest spisany, a wycinankę to trzeba czasem i dwie godziny żeby pomyśleć jak tego. […]
      Kiedyś [papier] można było kupić u nas w Stowarzyszeniu Twórców Ludowych, bo z Cepelii sprowadzali i się kupowało arkusze, a w tej chwili nie ma tylko są te zeszyciki. Czasem właśnie można taki cieniutki kupić, że można po prostu wyciąć, a czasem jest tak gruby, że po prostu i nożyczki nie dają rady. Inni wycinają nożycami takimi co się owce obcina i miałam takie nożyce, ale one mi do ręki nie pasowały. Ja zwykłymi nożyczkami to robię, bo mam nożyczki przez kowala ucięte, wyostrzone i już trochę podtępiły się i wolę tymi, a czasem są takie co są do paznokci jeszcze docinam sobie tam jakieś fragmenty. […] To jeszcze Pietrak [kowal] mi przygotował, uciął mi, bo były bardzo długie i właśnie tak mi obrobił i naostrzył i już tyle lat chyba ze trzydzieści lat one są. […] najlepsze są, mam jeszcze inne, ale te mi do ręki bardziej pasują i najfajniej się z nimi robi i można wycinać. Jak kupuję papier, zeszyciki, bo nie można podobno, że przez Internet można zamówić, że będzie tak jak te duże wycinanki, jest taki papier i by pasował, ale teraz takiego papieru nie ma. Papier musi być glansowany, bo żeby się błyszczał no, a zwykły taki szary no to nie ma wyglądu i zresztą tak od razu blednie.
      Moje wycinanki to w całej Polsce są, w różnych szkołach, nie tylko w muzeach, a i u ludzi prywatnych także się narobiło. Na żywo robiłam i tak jak zawiozłam na spotkanie to zawsze wracałam bez wycinanek.
      […] najfajniej się robi właśnie w czerwonym i w czarnym. To ten kolor taki wpada w oko, każden lubi chociaż już dawno no będzie kilka lat temu przyjechała Pani z Anglii […] i ona chciała same pomarańczowe, ale u nas nikt pomarańczowej wycinanki nie kupi. Miałam wtedy taki papier u siebie miałam wtedy dwie pomarańczowe, ale ona wzięła, miałam wtedy piętnaście, ona wzięła wszystkie kolory. Ona mówi, że jak żyje takiego cudu nie widziała, bo ja takiej samej wycinanki nie robię, ja nie pamiętam. Zresztą w Toruniu był konkurs się robiło trzy wycinanki jednakowe to tyle papieru, bo każde nacięcie trzeba było liczyć, a to niemożliwe. […] każde nacięcie jak mamy wycinankę to każden ząbek liczyć i w drugiej tyle samo ząbków musi być. […] nie ma dwóch takich samych i już powiedziałam, że nigdy trzech jednakowych nie będę robić, bo to niemożliwe. Każde nacięcie, no więcej nie może być, bo później jury liczy […]
      [Zielony papier] tylko do roślinnych raczej, bo liście prawda, drzewo może być czy tam coś, a ptaków nie ma zielonych. To trzeba też myśleć o przyrodzie, co może być w tym kolorze.
      […] jest przedszkole co jest koło cmentarza […] to Pani dyrektor zamówiła wycinanki i zaniosłam, kupiła to cały jest po schodach jak się idzie to są wycinanki moje prawda ozdobione przedszkole z dziesięć lat tam są. Także kupują wycinanki i też zielonych raczej nie. Może być brąz, może być zieleń, może być czerwień, jeszcze względnie niebieska, ale raczej każden chce czarną żeby była czarna, bo dlaczego. Czarna nie pełznie, tak. Czerwień trochę pełznie. Ja byłam na spotkaniu za Chełmem […] przychodzę hmm czy ja tutaj byłam w Klubie Rolnika, bo to był Klub Rolnika, wisi moja wycinanka. A ta Pani mówi tak „Patrzy Pani czy ta Pani u nas była, ale to było pięć lat czy siedem lat temu” mówi „ dlatego Pani wycinanka tu jest”.
      No ja robię psy, koty i konie. Konie to w tańcu robiłam i większe konie i mniejsze także […] Ano tak mi fajnie wychodzi, bo jak robi się okrągłą wycinankę no to w kwadracie nie może być tylko zawsze konie są w koło. […] Ja w kwadracie też robię, o tutaj są w kwadracie [Pani pokazuje wycinanki] tu są na przykład zające w kwadracie, ale już prawda co innego to już raczej okrągłe. Jaka myśl jest, aha to taką zrobię. […]
      Wycinanki to ja nie słyszałam kiedyś żeby mężczyźni robili. Robił Pietrak wycinanki, ale tak raczej kobiety robiły, mężczyźni nie robią wycinanek, bo nie wiem dlaczego, po prostu nie interesują się. Mężczyźni haftują to tak, to wiem. Robią frywolitki, takie koronki. […]
      […] Trudno mi odpowiedzieć czy na okazje babcia robiła, bo ja byłam za mała. Po prostu tym się nie interesowałam. […] żeby tak specjalnie komuś po prostu nie pamiętam, za mała byłam żeby pamiętać czy babcia na okazję robiła wycinankę. Tylko po prostu tu babciu zrób mi wycinankę. No to tam babcia wymyślała jakiegoś tam kota, rysowała, później tam po mału wycinała „Zaraz, zaraz” bo babcia miała już osiemdziesiąt lat. Troszkę więcej jak ja w tej chwili. […] na przykład jak sie chciało komuś podarować, czy tam szkoła zamówiła jakieś wycinanki żeby zrobić , czy na pokazy żeby pójść tam do szkoły, czy do przedszkola. To wtedy się robiło żeby pokazać. Szło się z wycinanką taką zrobioną i tam się na miejscu robiło jeszcze. […]
      […] w szkole bardzo dużo uczyłam i w przedszkolu, ale mam sąsiada , który miał siedem lat, dopiero zaczął do pierwszej klasy chodzić, teraz już chodzi do gimnazjum, tak teraz już musi ostatni rok do gimnazjum . To go nauczyłam wycinać, to on w szkole uczył dzieci wycinać. Jak mnie z daleka zobaczył to „ Moja Pani Gleniowa idzie, ona mnie wszystko nauczy!” […] ja go Pawła tak lubię i on mnie lubi […]
      Wycinanka
      Z radia muzyka płynie radośnie serce bije
      Leży papier na stole czuję że ja żyję
      Biorę papier odruchowo składam go raz i drugi
      Nożyczki leżą obok i nagle coś wychodzi
      I tak często powstają wycinanki niezaplanowane
      Są tak piękne i jak dziecko kochane
      Maria Gleń

      Ja wszystkie kocham wycinanki dlatego, że po prostu jak ja wymyślam to, do każdej wycinanki daję kawałeczek serca swojego, tak samo, jak do wiersza.