Polska,



      For privacy reasons YouTube needs your permission to be loaded.
      Wyrażam zgodę

      Rozmowa z panią Elżbietą Prusaczyk (EP). Wywiad został przeprowadzony w miejscowości Tatary, powiat ostrołęcki na Kurpiach, przez Bartłomieja Drozda (I) w dniu 5 października 2015 roku, w ramach projektu Letnia Szkoła Robienia Pająków.

      EP: Nazywam się Elżbieta Prusaczyk. Urodziłam się szesnastego października sześćdziesiątego roku. […] Wyszłam za mąż za Kurpia. A w rzeczywistości jestem Kaszubką na Kurpiach. Jestem z Kaszub, ale mieszkam tutaj już 33 lata. Od dzieciństwa bardzo lubię wieś, bardzo. […]Tam pracowaliśmy i... i później wyszłam za mąż. No i też trafiłam do swoich klimatów, bo strasznie lubię stare chaty. No i tak na sam początek małżeństwa miałam jedną izbę. Jedną izbę, białe ściany pachnące, wybielone, bo to za moich właśnie młodych czasów, to jeszcze bielili ściany na biało i wycinanka była na tym... na ścianie. Także no...fajnie było. No i tak przyjeżdżała zawsze siostra męża. Ona jest właśnie znaną twórczynią też. Teściowa moja wycinała te... wycinanki. A moją pierwszą pracą tutaj były wstawione krosna. I się robiło na krosnach. Później robiłam hafty do kurpianki. No i właśnie tą smykałkę taką... no i tym bardziej, że zawsze lubiłam prace ręczne takie, nie? Robótki. I kwiatów się nauczyłam. Byśki. I co można się było na Kurpiach nauczyć, to się nauczyłam. […]Teraz mam w trakcie pracy, bo jak zawsze zrobię kirca i ktoś przyjdzie no to..., albo w prezencie się oddaje, bo kupują, także w ten sposób. Bardzo lubię właśnie. […]To właśnie zaczęłam tej tradycji tak bardziej się uczyć. Takiej konkretnej. Tych rzeczy od twórców tutaj. Od naszej Halinki, od pani Czesi. Tych elementów, żeby to było zgodne z tradycją tutaj kurpiowską. […]
      I: No dobrze. A wracając właśnie do pająków. A tutaj raczej do...
      EP: Kierców. Kurpiowskich kierców. To właśnie kurpiowskie kierce...
      I: Gdzie nauczyła się Pani robić?
      EP: Tutaj. Tu w Tatarach właśnie nauczyłam się robić tych kierców. Przede wszystkim może dlatego, że... no niedość, że to jest bardzo piękne i wymowne i chciałam je mieć w chacie. No, ale zawsze jest fajnie, jak się umie wszystko samemu zrobić. No jak się jest też trochę takim samoukiem i postarałam się właśnie, żeby się nauczyć i te kierce robię. Ale wiem z tego, że panie tutaj i się pytałam i siostra męża. No i w ogóle jak się człowiek interesuje kulturą i twórczością ludową, to te kierce były zawsze w chatach kurpiowskich. Wisiały w chatach kurpiowskich. I przede wszystkim wtedy kiedy się zbliżały roczne święta. Boże Narodzenie, Wielkanoc. To się sprzątało izby, i wisiały już później, już po wszystkim w rogu. Albo przy "świętym kącie", ale w rogu wisiały te kierce. Może je robić różnie te kierce. Można robić tak jak ja robię z grochu. Ale można jeszcze z fasoli. Można robić ze słomy. Pęczki są. U nas jedna pani jest, co robi właśnie pęczki słomy naokoło i te elementy. No... Właśnie na Kurpiach to bardziej robią z grochu, z fasoli i ze słomy.
      I: Od kiedy się Pani zajmuję typowo kiercami?
      EP: Tak szczerze powiedziawszy to cały czas. Zawsze je robię, bo tak jak tą moją twórczością, bo jak przychodzi potrzeba, to robię kierec, a jak przychodzi potrzeba, to robię kwiatek. […] Pierwszy raz... To nie wiem czy dobrze pamiętam, ale przynajmniej dziesięć, piętnaście lat wstecz, bo jak tutaj przyszłam, to już z tym żyłam. Robiło się i pisanki przed Wielkanocą. Robiło się kierce, kwiaty. To tak już na bieżąco.
      I: I Pani mówi, że jeżeli chodzi o kierce to tutaj podpatrywała, wypytywała jak się je robi. I tutaj Pani wspomniała o Pani Halince i Pani Czesi. Czy to od nich?
      EP: Najbardziej właśnie. Od Halinki i pani Czesi. Pani Czesia to jest właśnie naszą panią prezes, a Halinka pochodzi z tego domu. […] Pani Halina Pajka, z domu Prusaczyk. To jest właśnie twórczyni pochodząca z tego domu. Ona czerpała wszystkie wzory i umiejętności czerpała od swojej mamy. Mojej kochanej teściowej - Stanisławy Prusaczyk. […] I te wiadomości, to czerpałam właśnie najwięcej. No i oczywiście z muze... tutaj ze skansenu kurpiowskiego. […]
      I: A pani Czesława?
      EP: Kaczyńska. Nasza pani prezes. Jest w ogóle przychylna dla każdych ludzi, którzy chłoną tę wiedzę i chcą się czegokolwiek nauczyć. I wszyscy twórcy tutaj dosyć życzliwie przyjęli do swojego grona, bo jednak nie jestem z tego rejonu, ale nie spotkałam się z niechęcią. Jak się czegoś zapytałam, chciałam się nauczyć, to bardzo chętnie mi pomagali. Pani Czesia też. Jest właśnie otwarta na takie rzeczy, tym bardziej, że właśnie te "Ginące zawody" prowadziła. […] To przy okazji, że brałam udział w nich. Już od 2006 roku biorę udział w tych "Ginących zawodach", to przy okazji podpatrywałam i sama się uczyłam. Także bardzo dobra jest sprawa taka, że są te warsztaty. Warsztaty i "Ginące zawody". One cieszą się dużą popularnością u nas właśnie. I fajna sprawa jak się pokazuje te rzeczy. Chętni są i dzieci i dorośli. […]
      I: A czym się kierce charakteryzują, jeżeli chodzi o region kurpiowski?
      EP: […] No moim zdaniem skromnym, z tego właśnie, że... Z tym materiałem. Bo typowy kierec to jest groch i fasola. Żeby go zrobić, taki kierec, no to dzień wcześniej przede wszystkim trzeba namoczyć. Groszek namoczyć. Później go... No i jest trochę pracy, bo to są elementy. Trzeba najpierw zrobić do takiego kierca około 60-70 kwiatów. To nie jest tak, że usiądę i go zrobię w jeden dzień. Ale to jest fajne, bo jak ktoś to lubi. No namoczy groch, zrobić przynajmniej siedemnaście takich długich sznurków tego grochu. Później mąż musi mi zrobić. Także uczestniczymy prawie wszyscy w tym robieniu. Mąż musi mi zrobić taki okrąg. Synowa później bardzo chętnie też mi pomaga, bo tam trzeba i przytrzymać i rozmieścić, żeby było wszystko równo. Także no.
      I: Tradycja rodzinna.
      EP: Rodzinna. Tak
      I: A skąd nazwa? Co oznaczało kierce?
      EP: Raczej jednak nie bardzo wiem. Nie bardzo wiem, dlaczego tak nazwali kierec. Jakoś się nie dopytałam, ale nikt nie nazywa pająkiem. Pająki były robione, z tego co starałam się dowiedzieć, to było w ten sposób, że ucinane były paski i w dużej izbie robiono takie... Paski przyklejano w centralnym miejscu i spuszczano i do boków przyklejano. No to były pająki. Nazywały się pająki. A kierce nazywały się tak z tych elementów robione i były wieszane nie na środku, tylko z boku w izbie, pod pułapem. W rogu. W ten sposób.
      I: I wspomniała Pani, że kierce to przy okazji... wykonywało się przy okazji dwóch świąt, tak? Bożego Narodzenia i Wielkanocy.
      EP: Tak. Z tego, co właśnie się pytałam i gdyśmy robili te kierce, to zawsze było tak, że robiono na doroczne święto. Jednak to przede wszystkim było potrzeba trochę czasu, żeby to zrobić. No i jak się zrobiło ten kierec, no on troszeczkę pobył. A jak mijały miesiące, to i się zakurzył i później było sprzątanie. Jak to w chatach. I bielenie. I zmiana wycinanek, bo to na około były piękne wycinanki wyklejone, no to robiono i nowy kierec wtedy. No i były to właśnie takie doroczne święta. Wtedy zmieniano wystrój tej chaty i strojono, żeby było ładnie.
      I: Ale kierce cały rok były w domu?
      EP: Cały rok.
      I: Tylko wymieniano je przy okazji...
      EP: Jak już się zniszczyły. Przy okazji sprzątania.
      I: […]A co robiło się ze starym kiercem?
      EP: Teraz mogę powiedzieć co się robiło. Co ja robię. Jeżeli na przykład kierec już jest bardzo zniszczony. No niestety, tak jak u mnie w gospodarstwie, to namoczę groch i kurki zjedzą ten groch. Ale jeżeli jest jeszcze groch w dobrej kondycji, a nieraz tak jest, że kwiatki są przykurzone, to wtedy zmieniam tylko kwiatki. Robię drugie kwiatki i nakładam właśnie drugie kwiatki, a te zakurzone to się wyrzuca, nie?
      I: A na przykład paliło się je może?
      EP: Pali się, to już jest inna sprawa. Pali się palmy. Pali się palmy, a kwiatek zrobiony takie, no to raczej jest drucik. Pali się kwiatki same, a druciki trzeba wyrzucić, nie? No ale palmy sie pali, nie? Palmy się pali, żeby uzyskać potem popiół, odnosi się do kościoła i się palmy właśnie pali. […]
      I: A w jakim celu się wykonuje kierce?
      EP: No ozdoby. Przede wszystkim ozdoby chaty. Wie pan. Ja tak właściwie rozumuję, nie ujmując nikomu. Mi się wydaje, że kiedyś nie było takich mebli pięknych jak teraz mamy, jeżeli się to oczywiście komuś podoba. Ale była chata wystrojona. Łóżko. Podstawowe rzeczy, które były potrzebne do życia. No i jak to panie chciały, żeby jakoś to upiększyć. No i robiono kierce i wieszano i kwiatki robiono i strojono te chaty.
      I: Wspomniała Pani o dwóch miejscach, że jest to
      EP: Święty kąt i na przeciwko świętego kąta. Widziałam w różnych chatach, bo się trochę interesowałam, że był i przy świętym kącie. Ale centralnie w drugim rogu częściej było widać, bo tak to się zasłaniało krzyż i obrazy. Ale widziałam dosyć często w centralnym, na przeciwko w drugim kącie właśnie wieszano kierce.
      I: A dlaczego w rogu?
      EP: No podejrzewam, że hmm... Na środku nie bardzo, bo kiedyś to nie było, takim moim rozumowaniu i nawet kiedyś tego światła nie było. Były kaganki się świeciły. Ale wchodziło się do izby no i pierwszy rzut na izbę, no to był bardzo widoczny, prawda? W rogu się go wieszało, a na drugim miejscu był święty kąt. Też bardzo centralne miejsce, które w chacie zawsze musiał być święty kąt. Jak tu przyszłam, to był jeszcze święty kąt. Do dziś jest jak pan zauważył, na tym... Bo jeszcze powinno być stolik, dwa bukiety, krzyżyk. Także no... To były takie dwa miejsca bardzo widoczne w izbie, nie? […]
      I: A dużej był wielkości? One się różniły jakoś?
      EP: Znaczy tak. Kierce się różnią. Można zrobić i duży i mniejszy. Ja w tej chwili robię taki średni. […] Ale jeszcze można zrobić inaczej. Jeszcze można zrobić pierwszy element. Można podciągnąć i zrobić jeszcze jedno koło i podciągnąć i on ma dwa koła i jest jeszcze dłuższy, jeszcze większy. I one się różnią wielkością. Wielkością kwiatów i różnością kwiatów. Także to zależało od pomysłowości pań, które to robiły. […]
      I: A przed czym chroniły pająki- kierce? Czy ludzie mówili?
      EP: Nie mam takiej wiadomości, żeby miały moc jakąś. Nie. Z tego, co na przykład ja wiem, to wiem, że do dekoracji chat, izb kurpiowskich.
      I: Czyli generalnie skoro one były w roku, to przy nich się nie siadało? Pod nimi?
      EP: Raczej nie. Bo były piękne poduchy. Łóżko pięknie zaścielone.
      I: A w domu, w takim typowym kurpiowskim, czy tak jak to było u Pani... do tej czynności bardziej dziewczyny się garnęły? Ale czy na przykład mężczyźni wykonywali kierce?
      EP: No z tego, co pamiętam, to nie. To raczej nie. Z tego, co wiem, to panie. Ale mąż po części to zawsze mi też się przysłuży, bo robi te koła, bo to jednak potrzeba troszeczkę siły, żeby je wygiąć i żeby to było stabilne, prawda? W kiercu, no. A panie miały za zadanie właśnie, żeby go przystroić.
      I: A wcześniej właśnie takie koło kobiety wykonywały, czy też jakoś mężczyźni pomagali przy tym? Czy to jest tylko taki przypadek, że akurat u Pani mąż pomaga?
      EP: No podejrzewam, że nie do końca taki przypadek, bo jakaś zaradniejsza kobietka, to sobie sama zrobiła, nie? Ale mój mąż na przykład jest bardzo chętny zawsze i zawsze mi takie koło zrobi. I nie tylko mi, bo jak siostra męża prosi, czy nawet nasza pani Czesia prosi to się dzielimy takimi kołami. Bo jednak to jest trochę takie, no... Trzeba trochę siły do tego, żeby to zrobić.
      I: I to jest tak, że kierce to jest groch i fasola.
      EP: I słoma.
      I: I słoma. Czy jakieś inne materiały były wykorzystywane?
      EP: Jakie tam mogły być wykorzystywane. Raczej nie. Do przystroju później bibuły nie? Bo trzeba z czegoś kwiatki zrobić. I tak jak w literaturze, bo troszeczkę się interesowałam, to z tego wiem. No przede wszystkim w tym domu jak był kierec robiony i jak się uczyłam, to robiliśmy zawsze z bibuły kwiatki i robiliśmy kierec z grochu.
      I: A materiały jak się przygotowuje?
      EP: Materiał przede wszystkim zaczyna się od tego koła. Jak już powiedziałam, to mąż mi zrobi, przygotuje, a ja na noc umoczę sobie, namoczę groch. I rano się wstaje i ten groch trzeba zużyć, żeby on później nie wyrósł, bo on potrafi wykiełkować. Więc się siedzi i się tak pracuje, aż się zrobi tych siedemnaście długich sznurków. Tam ponad metr. Metr, tak. No i to jest już zrobione i to zostawiam i przygotowuję wtedy właśnie kwiaty. Kwiaty do tego kierca przygotowuję i tych kwiatków muszę zrobić, no tak jak już mówiłam około siedemdziesiąt. Gdy już mam te wszystkie elementy, to staram się to scalić. W ten sposób, że biorę właśnie te sznurki, odmierzam sobie. Musi to być wszystko równo zrobione, żeby on się tam nie bujał, nie? Żeby miał swoją wywarzoną ciężkość. No i później jak już tam zrobię, tak jak tutaj widać ten kierec, to już wtedy biorę się za kwiatki i do każdej części, jak tam jest tak ładnie zrobione, muszę czy dwa kwiatki wyliczyć na jedną przegródkę, czy jeden. To już tak systematycznie jak się robi, to już się wtedy wie.
      I: A dlaczego akurat groch i fasola były wybierane?
      EP: Podejrzewam, że taki był pomysł tych pań, nie? Bo na przykład, gdy ktoś przyjeżdża i dotyka ten kierec, to się zastanawia co to jest. Bo jak ktoś ma dosyć sporą wyobraźnię, to sobie pomyśli, że to można namoczyć. A jest dużo osób i mnie się pyta dlaczego, bo to jest takie twarde, nie? Jak to zrobić? W ogóle co to jest? No. Podejrzewam, że materiał jest dosyć łatwy do obróbki później, jak się to namoczy. No taki pomysł był, że wykorzystać ten materiał, bo przede wszystkim w ogródku był groch. Były panie kiedyś wystarczalne, samowystarczalne. Nie musiały iść do sklepu. To, co sobie zapracowały, to miały taki pomysł. Podejrzewam. I myślę, że tak właśnie zrobiły wystrój- wystrój tych chat z grochu czy z fasoli. No słoma też była dostępna. No teraz jest trudniej o słome. Bo teraz na przykład już się dużo rzeczy w gospodarstwie nie robi, ale słoma wtedy była też dostępna, więc robiono takie fajne pęczki i strojone je też bibułką. Robiono na około tego, przykładano te kierce, albo w inny sposób robiono. Ale tak jak tutaj, to na przykład ten groch i te fasolę. No częściej groch. Bo mi się wydaje, że najładniejszy groch.
      I: A kolor bibuły do kwiatków?
      EP: Kolor bibuły to tak... Kiedyś to tak dużo tych kolorów nie było, bo teraz mamy takie większe możliwości. Ale na ogół to jest moja wyobraźnia. Moja wyobraźnia, że musi być - kurpiowskie kolory też były. No najbardziej czerwony fest, fest zielony i fest niebieski. Tak mówią, nie? No. I to są takie żywe kolory, bo Kurpie - mi się wydaje, są kolorowe. To też tak z moich wymysłów. I jak się patrzy. Który kolor do koloru nie dam w ten sposób, bo już jest za ciemno, prawda? Ale gdybym tak wzięła i dołożyła między te kolory żółty, już jest inaczej, nie? No, to tak trochę wyobraźni.
      I: […] A czym się charakteryzuje Pani kierec?
      EP: Na ogół kierce są tak systematycznie. Groch, kwiat i kółko. No charakterystyczne jest to, że te kolory są wkładane tak- wszystkie prawie. Jak tęczy. Panie, niektóre co robią, to jak już mówiłam, jest taka pani, co robi tylko z samej słomy. No tak na ogół się wzorują ludzie, bo w tych chatach kiedyś robiono właśnie takie typowe kierce. Także dużej różnicy sądzę między nami to nie ma, nie? No. […] Każda pani inaczej kwiatek zrobi. Prawda? Jedna pani inaczej skręca, inny wzór kwiatka. Ja swoje kwiatki też poznam i wiem, że to ja je robiłam. Prawda? No to w ten sposób.
      I: Czy jakoś te kwiatki mają jakąś formę specjalną? Czy tutaj mogą być różne kwiatki?
      EP: Mogą być różne. To jest typowy taki kurpiowski wzór. Ale tam mamy jeszcze jeden i też jest bardzo fajny i też typowo kurpiowski wzór tego kwiatka jest. Mogą być róże. No po prostu, to co się umie, to się robi, nie? Ale te najbardziej, to się robiło te kierce, bo jest to wzór taki przede wszystkim, że jest stabilny i dosyć taki mocny. Nie psuje się, nie gniecie się w razie tam przemieszczenia. Na ogół się wzoruje tymi wzorami, chociaż miałam pięknie zrobiony. Piękne różne takie ecru. I w ogóle był taki czas, żeśmy ze szwagierką robiły dziesięć tych kierców. Zamówiła się pani dziesięć tych kierców, żeby wystroić sobie pięknie restaurację. Także to idzie w świat. Mimo tego, że już to kiedyś chaty strojono, to ludziom się bardzo to podoba, no i czasami zamawiają. Moi goście, co tu przyjeżdżają na ten... to nie ma takiego sezonu, żeby tam nie było dwóch, czy trzech kierców zamówionych, nie? […]
      I: A jak to jest właśnie z kontynuacją? Czy to Pani przekazuje? Jak to wygląda właśnie w najbliższym otoczeniu, i w rodzinie, a może po prostu poza rodziną są uczniowie, którzy z chęcią się też uczą?
      EP: Powiem Panu, że tak. Uczestniczę bardzo chętnie w warsztatach. Taka jestem trochę dostępna i taka jestem no...już nie dokończę, ale bardzo lubię... Dzieci bardzo lubię i bardzo chętnie uczestniczę czy w warsztatach, czy tutaj te szkoły zapraszają. Nawet wyjeżdżamy do Warszawy do szkół i pokazujemy nasze umiejętności robienia kwiatków. A jeżeli chodzi... no na tych "Ginących zawodach". […]. Bardzo się z tego cieszyłam. No i jeszcze jeżeli chodzi o moją rodzinę. To jak Pan zauważył dziewczynki są bardzo chętne. Najlepiej jakby usiadły przy babci i już od razu robiły. No synowa też jest bardzo chętna do tego. I tak zawsze się śmiejemy, że przyjechała Kaszubka, żeby nauczyć Kurpiankę. Bo synowa pochodzi tutaj z tej wsi. Syn ożenił się z nią i to właśnie jak zajeżdżaliście, bo "wyszłam Gosiu, piętnasty numer gdzie jest?", "o to niedaleko nas!" To pan mówił, żeście tam skręcili, ale ona jest właśnie bardzo chętna. Młoda osoba. Dużo mi pomaga. No. Także bardzo chętnie uczy się. Szczerze mówiąc, to już dużo elementów robienia przy kwiatkach umie i przy kiercu. I tak jakby na przykład usiadł przy niej i jakby tak miała robić, to podejrzewam, że pomalutku to by zrobiła. No bardzo chętne są wnuczki. Czy tam kierce. Średnia to najbardziej pisankę. Pisankę. Jak wejdzie do domu, a czuje zapach wosku, to już "Babciu wiem, co robisz!" No, także są bardzo chętne do pracy, no i muszę powiedzieć, że nawet jak się jedzie do szkół, to dzieci bardzo chętnie uczestniczą w tych pracach. W samym tym nawlekaniu grochu, bo to frajda, nie? Robić koraliki. Dziewczynki mają różne skojarzenia. Zaraz se korale i chłopcy też chętnie uczestniczą. Także jest ta kontynuacja.
      I: A jak pytają, to co babcia mówi o tym? Po co to robimy? Po co się tego uczymy babciu?
      EP: Po co się uczymy babciu? Przede wszystkim ta średnia wnuczka jest taka dociekliwa. "A babciu a po co to? A na co to?" A ja zawsze tak delikatnie mówię, że "Jakby mnie kiedyś zabrakło kochana, to zawsze będziesz umiała pokazać w przyszłości czego babcia cię nauczyła. Czego właśnie tam w chacie... Jak się, czym się stroiło". No w ten sposób tłumaczę dzieciom, żeby umiały później też cokolwiek coś zrobić. Bo w dobie tych internetów teraz. Nawet sam fakt, że się odrywa te dzieci od tych gier i cieszy właśnie to, że one chętnie, chętnie to chcą i uczestniczą. Czasami to, aż muszę powiedzieć "Poczekajcie dziewczynki, niech babcia to to odsunie i będziemy zaraz robić". Chętne są. Mogę powiedzieć. I nie tylko moje. Dzieci ze szkoły przyjeżdżają. Czasami dam się uprosić. W ten sposób, że jest mało miejsca trochę, nie? No to przyjechały dzieci. Zasponsorowałam im jedną noc. No to jaka frajda była, że sobie mogą w takiej chacie pospać. Na materacach było, ale było super. No i przy okazji zrobiliśmy taką lekcję robienia kwiatków. No to pani była zachwycona, że mogły dzieci nie dość, że skorzystać z chaty tej kurpiowskiej, ale się przy okazji coś nauczyć. Także podejrzewam, że tu na Kurpiach nie zaginie to. Na pewno nie. Na pewno nie zagnie, bo w ogóle bardzo się rozwinęła ta twórczość. Tak jak się przyjechało tutej, to tak, tak było różnie. Nie było takiego... może... Nie było takiej mody na, na folklor, nie? I jak na przykład ktoś tam się nie interesował tym, to może tego nie zauważył. Ale powiem panu szczerze, strasznie lubiałam. […]
      I: Bierze Pani udział w jakiś takich konkursach?
      EP: Tak. Jak się nadarza okazja. Też dużej wagi nie przywiązuje do... do nagród, czy... Ale uczestniczyć trzeba, żeby było widać, że jestem. No to... w konkursie na miodobraniu brałam udział, w konkursie kierca w Myszyńcu...W tym... Muzeum Kurpiowskim w Ostrołęce. No tak jak się natrafia okazja. Trochę nagród jest, bo jest już Pro Mazowia. Już troszeczkę doceniona jestem. No... nagroda CEPelii, nagroda wójta. Przychylny jest dosyć do twórczości nasz wójt. No i tak to się tam kręci na tych Kurpiach ładnie.
      I: A co jeszcze innego można u Pani zobaczyć z takiej plastyki zdobniczej? Czym Pani się też zajmuje oprócz kierców
      EP: No to robię te kwiatki różnego rodzaju, nie? Robię kierce, te... byśki z pieczywa obrzędowego. No pisanki, hafty, koronkę. Taki samouk jestem. Lubiący to robić. No. Chociaż jedno jeszcze mam ambicję, nie wiem czy mi się uda, mam początki robienia wycinanki kurpiowskiej. Strasznie mnie to wciąga. Coś pięknego, bo to jest już taka precyzyjna. Zawsze twierdzę, że z tym to się trzeba urodzić, z tą wycinanką. No ale moja szwagierka mówi "Na pewno się nauczysz z Twoimi umiejętnościami". No ale trzeba poczekać. Trzeba poczekać, bo to dużo praktyki, żeby wyszło, no. Zawsze zazdroszczę, bo panie tutaj, które, no w tym sensie dobrej zazdrości, bo coś pięknego umieć zrobić wycinankę. Bo to jest precyzyjna, piękna praca. Oczywiście różne inne też, bo przecież zrobić pisankę nawet, prawda? Też trzeba precyzyjnie zrobić. Kurpioskie w ogóle twórczości, rzeczy, tak jak mnie, to bardzo mnie pochłaniają, bo to jest wszystko to, co się zrobi, bardzo pięknie to wygląda.
      I: […] Czym jest właśnie tak plastyka dla Pani zdobnicza?
      EP: Sądzę, że taką moją pasją. Z początku to tak nie było widać tak tej mojej twórczości, bo... może dlatego, że ja od najmłodszych lat lubiałam coś tam robić. Jak zaczęłabym wyliczać, to rzeczywiście dużo tego było. Było szycie, różnego rodzaju szycie. Było tkanie. Było robienie tych różnych haftów i oddawałam to do "Kurpianki". No ale między innymi był to dodatkowy dochód. Nie za wszelką cenę, ale był to dodatkowy dochód. Bo Kurpie kiedyś były bardzo biednym tutaj, bardzo biedną ludnością i żeby jakoś to się wszystko... ale zaradną. I zawsze potrafili sobie dorobić w jakiś sposób, nie? No, i... po prostu to jest moja taka pasja. Bo dużo, dużo spotykam się z osobami, które zawsze mówią "Ja to bym nie wytrzymała, bo to tak denerwuje mnie, że to tak usiąść i tak naciągać i naciągać te groszki, czy tam robić kwiaty". No po prostu to trzeba lubieć, nie? Lubieć to.