Polska,



      For privacy reasons YouTube needs your permission to be loaded.
      I Accept

      Fragmenty rozmowy z panią Beatą Rokicką (BR). Wywiad został przeprowadzony w miejscowości Nieborów, powiat łowicki, przez Bartłomieja Drozda (I) w dniu 6 października 2015 roku, w ramach projektu Letnia Szkoła Robienia Pająków.

      BR: Nazywam się Beata Rokicka. Urodziłam się 28 lutego 1967. Mieszkam we wsi Zielkowice. Jest to podłowicka wieś, powiat Łowicz.
      I: A znajdujemy się w?
      BR: Znajdujemy się w dawnych dobrach Radziwiłowskich, czyli w Nieborowie.
      I: I tutaj Pani przyjeżdża i tutaj Pani pracuje?
      BR: Tak. Tutaj wynajmuję salę, do której zapraszam dzieci, młodzież i dorosłych na warsztaty rękodzieła ludowego.
      I: Dobrze. Może zacznijmy od pająków. Czyli gdzie nauczyła się Pani robić pająki.
      BR:W ogóle moje przygoda z rękodziełem ludowym zaczęła się trochę w taki sposób nietypowy. W 2002 roku zaangażowałam się trochę w działalność społeczną. Reaktywowałam koło gospodyń w swojej wsi. Wymyśliłyśmy sobie z paniami, żeby zrobić taką imprezę integracyjną dla wiejskiej społeczności w naszym domu ludowym. No i chciałyśmy, żeby ten dom ludowy trochę tak udekorować wyrobami, właśnie takimi rękodzieła ludowego. Żadna z nas nie miała o tym pojęcia. Zaczęłyśmy szukać. Zaczęłyśmy szukać kogoś, kto by nam pomógł, kto by nas czegoś nauczył. I okazało się, że w mojej wsi już teraz niestety mieszkała pani Aniela Zabost. Pani, która- dowiedziałyśmy się, że zrobiła kiedyś przepiękne właśnie rzeczy: kwiaty z bibuły, pająki. Poprosiłyśmy ją o pomoc. No i tak się zaczęło. Najpierw to było hobby, a potem przerodziło się w sposób na życie. […] No oczywiście później też podpatrywałam te rzeczy, które... które znajdują się w naszym łowickim muzeum, w różnego rodzaju publikacjach też. Ale głównie tak. Głównie to dzięki niej i to ona nas zaraziła tą pasją, bo część moich koleżanek też do tej pory, co prawda nie tak, nie w takiej formie jak ja, ale zajmuje się właśnie tym rękodziełem. Czy na użytek własny, czy znajomych. Też różnego rodzaju wyroby moje koleżanki wykonują.
      I: A pani Aniela była kim? Dlaczego to robiła?
      BR: Była mieszkanką wsi. Swoje umiejętności przejęła od swojej mamy. Kiedyś łowickie chałupy były pełne tego typu zdobień, czyli pająków, kwiatów z bibuły. Każda, każda Łowiczanka za punkt honoru uważała to, żeby jej chałupa była piękna i kolorowa. Z tego, co nam panie opowiadały to nawet była pewnego rodzaju rywalizacja. Te ozdoby wymieniano najczęściej przed świętami Wielkiej Nocy. I to tak było, że już jak reprezentacyjna izba, bo to w niej zdobiny się znajdowały, była gotowa, to sąsiadki tak właśnie jedna do drugiej chodziły i podglądały i sprawdzały, która tam najładniej sobie tę chałupę wydekorowała. Był taki element rywalizacji nawet pomiędzy.... pomiędzy paniami.
      I: A czy ktoś wcześniej u Pani w domu robił pająki?
      BR: Niestety nie. Moja babcia jako mała dziewczynka była oddana na służbę do miasta. I nad czym bardzo ubolewam, nie nauczyłam się gwary. Bo mój dziadek- ta sama historia. Mówili poprawnym językiem. Wiadomo w mieście zwracano na to uwagę. I niestety tego typu umiejętności nie wyniosłam... nie wyniosłam z domu rodzinnego. Ale dzięki Bogu udało mi się, mówię, nauczyć się tego wszystkiego u kogoś innego.
      I: A czym charakteryzuje się pająk z tego regionu? Jakby można było go opisać?
      BR: Charakteryzuje się przede wszystkim tym, że ma taki wyplot tutaj z wełny. Są to tak zwane pająki tarczowe. One są tutaj wyplatane wełną. Łowiczanki często odnawiały swoje stroje. Jak już strój był zniszczony, spruwały wełnę i ze względów ekonomicznych nosiły ją z powrotem do farby i z tego... z tych sprutych kawałków bardzo często robiły właśnie sobie nowe, nowe pasiaki. A kawałeczki wełny, które gdzieś tam zostawały, później któraś z nich wpadła na pomysł, żeby wykorzystywać je do pająków. I tym różnią się nasze pająki, że jest właśnie ten element tego wyplotu z wełny. […] Tak do końca genezy pająków nie można chyba określić. Ja tutaj rozmawiałam na przykład z etnografami tutaj zajmującymi się tutaj naszym regionem. Jest takie przypuszczenie, że Łowiczanki widząc piękne kandelaBRy, piękne podwieszane żyrandole w kościołach i tutaj jak na przykład w Nieborowie w Pałacu Radziwiłów, zapragnęły mieć coś takiego w swojej, w swojej chałupie. Taką namiastkę. No i cóż. Zrobiły coś z materiałów, które były dla nich dostępne, prawda? […]
      I: Czy były święta, jakieś okazje, że wykonywało się specjalnie pająki? Na jakieś specjalne uroczystości?
      BR: Nie jest mi to wiadome. Z tego, co wiem, to mówię. […] Oczywiście takiego pająka nie robiło się co roku. Czy tych zdobin nie wymieniano tak co roku. Je po prostu w pewien sposób uzupełniano. Dlatego, że mówię, no bibuła ma to do siebie, że przez kilka lat taki wyrób może funkcjonować, prawda? Ale mówię, głównie... głównie z tego, co mi wiadomo właśnie odnawiano te wszystkie zdobiny w tym okresie przed Wielką Nocą. Żeby tak je przygotować jak gdyby cały dom na to wielkie święto.
      I: A co się robiło ze starym pająkiem, jak już się wymieniało?
      BR: Stary pająk trafiał najczęściej do izby roboczej. Czyli jakby chałupa łowicka była podzielona na dwie części: na tę część reprezentacyjną, gdzie zapraszano gości, gdzie siadano na przykład do kolacji wigilijnej, gdzie siadano do śniadania wielkanocnego; i była ta część robocza, gdzie skupiało się w zasadzie całe życie całej rodziny. I bardzo często właśnie takie pająki, które już nie wyglądały tak efektownie trafiały do tej izby roboczej. […] Nie wiadome mi jest to o jakiś takich, mówię, magicznych... magicznych właściwościach czy przesłaniach, mówię... tego typu wyrobów. Nic mi na ten temat nie wiadomo. […] Ja jestem skłonna... jak gdyby skłonić się bliżej tej teorii, że to właśnie była ta ozdoba. To, że nasze chałupy tak pięknie wyglądały zawdzięczamy to też sytuacji, w jakiej znajdowali się łowiccy chłopi. Najpierw byli pod płaszczykiem prymasów. To były dobra, dobra prymasowskie, więc było im lepiej. Najwcześniej zostali uwłaszczeni. Dostali dosyć duże gospodarstwa. W porównaniu z ludźmi mieszkającymi w innych regionach naszego kraju, im się dosyć dobrze powodziło. I wydaje mi się, że stąd mówię, jeżeli jest nam w miarę dobrze, dobrze nam się powodzi, to staramy się również otaczać jakimiś ładnymi rzeczami, prawda? Jest to takie normalne. I wydaje mi się, że te łowickie chałupy w porównaniu z innymi są tak bogato... bogato właśnie wydekorowane.
      I: A ten pająk gdzie wisiał konkretnie? W jakimś miejscu szczególnym?
      BR: W centralnej iz... w centralnym miejscu pod sufitem. Tak, żeby był widoczny. Czasami też spotykało się, że na przykład tutaj mam taki ołtarzyk na komodzie, że on bliżej tego ołtarzyka wisiał. […]
      I: Siadało się pod nim?
      BR: Tak, to raczej w wypadku pająków łowickich wydaje mi się, że raczej, że raczej tak. No wiadomo. Troszkę przeszkadzał, prawda? Te chałupy były... były nie za wysokie i szczególnie pełnorosłym mężczyznom troszeczkę, troszeczkę przeszkadzał. Więc nawet przejść pod takim pająkiem było dosyć, dosyć trudno.
      I: A kto wykonywał te pająki?
      BR: Wykonywaniem zdobień zajmowały się przede wszystkim panie. Paniom pomagały dzieci. Czyli głównie dziewczynki, bo młodzi chłopcy - kiedyś ten podział pracy i ról był bardzo, bardzo taki sztywny, więc tutaj dziewczyny i panie wykonywały te pająki.
      I: Mówi Pani przede wszystkim. To znaczy, że czasem mężczyźni się też zdarzali?
      BR: Proszę pana znam mężczyznę, który teraz robi piękne pająki. Więc podejrzewam, że kiedyś też tak było. Jak ktoś tam, mówię, miał chęć, że mężczyźni może też tam gdzieś po cichu swoim żonom pomagali.
      I: A z czego robi się pająka?
      BR: Teraz te pająki, które ja na przykład wykonuję, to już są bardziej można powiedzieć stylizowane. Bo tak, przede wszystkim proszę zobaczyć. Tutaj ja mam już wykonane, wykonany taki stelaż jak gdyby z drutu. Wiem też, że moje koleżanki też często, często tak robią. Kiedyś było to drewno. Drewno albo połączone tutaj właśnie jakiś centralny punkt, zrobiony z drewna wcisk, powkładane te patyczki, albo te patyczki były w jakimś tam sposób związane albo była to kulka z gliny w którą się wtykały. Jeżeli ona zaschła i nie pękła, to wtedy można było można było robić. Z racji tego, że te pająki gdzieś tam wędrują sobie w świat, więc teraz są najczęściej mówię, robimy , robimy ten stelaż z metalu. On jest taki pewny, że nic się, nic się na przykład w transporcie z nim nie stanie. Wełna niestety zastąpiona jest jak tutaj na przykład jak w tym przypadku anilaną, bo o prawdziwą taką wełnę jest bardzo ciężko. A jeszcze chodzi o to, żeby ta kolorystyka była dosyć taka bogata, bo z tego słynie nasz rejon, że tak kolorystyka jest, jest wielobarwna. Więc no niestety, tutaj w tym wypadku, rzadko już wykonuję z wełny, gdyż jest ona ciężko, ciężko ją zdobyć. Nawet nad czym bardzo ubolewam nasze stroje też bardzo często są wykonywane w ten sposób, że są tkane właśnie z domieszką nie tylko naturalnej wełny, ale innych, innych jakiś, mówię, syntetycznych, syntetycznych włókien. No i oczywiście słoma i papier, bibuła. Bibuła płaska - może pan mi poda. Różniąca się od tej, z której wykonuje się kwiatek. Są to takie płatki bardzo cienkiej bibułki. O, proszę zobaczyć. Z której wycina się kuliste formy. Z tej bibułki wycinamy kuliste formy. Wygląda to w ten sposób. O, to są takie koła, które w odpowiedni sposób po nacięciu możemy odkształcić. Może pokaże w jaki sposób to robimy. Zanim odkształcimy, musimy, musimy ponacinać. Nacinamy promieniście. Czyli ja najpierw tnę sobie na ćwiartki i później... Tych form, które występują w pająku, tutaj u nas w łowickim, mamy takie trzy rodzaje. Pierwsze to są takie okrągłe twory, które nazywamy pomponami. I to są właśnie tego typu. Są też jeżyki. Tutaj widać w tym pająku, który tutaj wisi. I każdy taki płatek trzeba położyć na dłoni. Można to robić nożem, można to robić nożyczkami, czy łyżeczką. Po prostu odkształcamy w ten sposób. […] Jak czasem rozmawiam o tym co robię, to "a fajna praca!" Ja wiem, że fajna praca, ale nikt nie wie to, ile to wymaga, mówię, energii i rzeczywiście, jak ktoś skupia na sobie przez kilka godzin uwagę i musi mieć jeszcze tak wszystko poukładane, że ja nie mogę mieć przerw, prawda? Że "Poczekajcie ja sobie zaraz zrobię i wrócę". Ja cały czas muszę gadać, nawijać i to na prawdę jest rzeczywiście takie wyczerpujące. [...] Jeszcze kalinki. Kalinki wyglądają w ten sposób, że jak tutaj nacinamy do tych pomponów tak bardzo, bardzo gęsto, to tutaj nacinamy troszeczkę rzadziej. Może pokażę. I tak bywało, że te formy, albo były ze sobą łączone, czyli na przykład występowały dwie czy trzy formy na pająku, albo był pająk tylko robiony tylko z kalinek, tylko był robiony z... z jeżyków. O, kalinki robiło się nieco prościej, bo tylko wykręcając. O w ten sposób. Cały płatek bibuły i tutaj do rozłożenia całego tworu potrzeba mniej trochę tych płatków, bo tutaj jest ich czterdzieści. Także wykonanie, wykonanie takiej jednej puli, na prawdę dużo czasu zajmuje. Zważywszy, że każdy płatek trzeba, mówię, odkształcić. No z jeżykami tutaj wywijało się... tutaj też nacinaliśmy i nacinamy troszeczkę, troszeczkę rzadziej. […] O! I na ołówku zwijało się, tutaj smarowało się klejem i wychodził nam taki szpiczasty twór. I tutaj też troszkę mniej trzeba było elementów, niż w tym okrągłym pomponie. Niemniej jednak to też bardzo pracochłonne, bo każdy element trzeba było skleić.
      I: I tą tarczą ozdabiało się...?
      BR: Ozdabiało się właśnie. Najpierw trzeba było zrobić, tak jak tutaj mamy... my mówimy na to odciągi, czyli tutaj trzeba było wyciąć malusieńkie elementy najczęściej też z tej płaskiej bibuły, przywiązać tutaj do każdego, do każdego końca i te małe elementy były przedzielone słomą. I tutaj najczęściej był jeden, jeden taki rząd, który podtrzymywał całego pająka, a później były takie formy falbanki, żeby to ładnie wyglądało. Oczywiście tutaj też robiono tak zwane falbanki: jeden albo dwa albo trzy rzędy. W zależności od tego jak sobie pani wymyśliła, jak sobie gospodyni wymyśliła. I na końcu właśnie przywieszano te, te elementy. Oczywiście tutaj wszędzie nie było widać takiej gołej nitki. Tylko to wszystko wypełnione były tymi mniejszymi elementami, słomą.
      I: Kształty były różne?
      BR: Wielkość. Kształt był ten sam. Różniło się też tym ilością. Ilością tych ramion w tym pająku. Bardzo często te pająki były takie piętrowe. Czyli zaczynano od bardzo takiej dużej tarczy, która na przykład miała tutaj osiem ramion. Później robiono mniejsze pająki. Na przykład sześcioramienne, a kończyło się już takimi pajączkami czteroramiennymi. I wtedy ta konstrukcja była taka piętrowa. Taką konstrukcję można zobaczyć u nas jak będziecie państwo w Łowiczu. Zapraszam do Centrum Promocji na Starym Rynku. Tam jest ten duży pająk, który wspólnie z koleżankami robiliśmy na Biesiadzie Łowickiej. Proszę zajrzeć. Jest przepiękna łowicka wycinanka.
      I: To jest taka obręcz. Średnica tego miała jakieś znaczenie? Od czego to zależało, że pająk był różnej wielkości?
      BR: Wydaje mi się, że to zależało od pomysłu osoby, która to wykonywała. Nie znam. Nic mi nie wiadomo, żeby tu jakieś były ograniczenia co do wielkości. Te pająki były różnej wielkości. W zależności od tego jak pani sobie umyśliła. Czy on miał być większy, czy on miał być większy. Też pewnie zależało od tego, bo tak... Słoma i wełna w zasadzie były w gospodarstwie. No w każdym gospodarstwie kiedyś hodowano owce. Panie same tą wełnę wykorzystywały kosztem było tylko farbowanie tej wełny. W Łowiczu było bardzo dużo zakładów farbiarskich. To były takie stare manufaktury wielopokoleniowe, które właśnie tą wełnę barwiły. Ja jako dziecko pamiętam jeszcze jedną taką manufakturę. Chodziłam tam z moją mamą. Wspaniała rzecz. Pamiętam jeszcze te kadzie wypełnione farbą. Wełny, które tam leżały i suszyły się. Musiały być zwinięte na specjalnych motkach. To był jedyny koszt, prawda? To było. Natomiast papier trzeba było już kupić. Więc tutaj już był koszt generowany. Myślę, że w zależności od tego... od zasobności, zasobności kieszeni, te pająki były mniejsze, większe i tych zdobień było mniej lub więcej w chałupie. […]
      I: A jak na przykład można by opisać Pani pająka? Czy on się charakteryzuje?
      BR: Wie pan co? To jest tak, że każda ręka robiąc tą samą techniką zawsze robi troszeczkę inaczej. I nawet tego samego typu rzeczy. Gdybyśmy się umówiły. Bo na przykład tego pająka robiłyśmy, robiłyśmy w kilka, w kilka osób. To widać, wprawne oko wychwyci pewne, pewne różnice. Powiem tak. Ja teraz robię pająki na przykład na zamówienie. Współpracuję ze sklepem internetowym. Jest tam kilka moich pająków. Po prostu ludzie zamawiając, ja odtwarzam. Czy na przykład jak ktoś ma, ktoś ma takie życzenie. Bardzo miło było mi, bo robiłam kilka pająków na przykład do pokoju dziecinnego. Zamiast, mówię, takich kręcących się zabawek, no młodzi rodzice powiesili mojego pająka. Było kilka takich przypadków i wtedy na przykład była prośba, żeby to było takie cukiereczkowe. Na przykład pasujące, pasujące do wystroju takiego dziecięcego pokoju. I wtedy te pająki są w różowo-białym kolorze, czy różowo-niebieskim. To już teraz mówię te pająki raczej tak jak sobie osoba, która u mnie zamawia, życzy. […]
      I: A jeżeli chodzi o kolory? Co Pani wykorzystuje najczęściej?
      BR: Jak ja to mówię "wieś tańczy i śpiewa", czyli wszystkie kolory, które są dostępne i które występowały kiedyś w naszych pasiakach, które są bardzo kolorowe.
      I: Czy ma Pani swoich uczniów?
      BR: Mam dwóch synów. I tak. Młodszy spawa. Pomaga mi też w przygotowywaniu, w przygotowywaniu słomy. Bo wbrew pozorom nie jest to takie proste. Tę słomę trzeba wybrać. Musi być odpowiednia, odpowiednia... [idzie po słomę] Przygotowanie takiej słomy to nie jest taka prosta sprawa. Musi być ona w miarę, mówię, w miarę jednakowej grubości. Ja wykorzystuję słomę żytnią i jest to ten górny odcinek źdźbła żyta. Więc mówię, żeby trochę tej słomy przygotować, to mówię, to rzeczywiście wymaga to dużo czasu. I w tym pomaga mi właśnie mój młodszy syn, który nie ukrywam z wielką nadzieją tutaj patrzę w przyszłość, bo zainteresował się co prawda nie papieroplastyką, ale kowalstwem. […]
      I: A czy są jeszcze inni, którzy od Pani się uczą?
      BR: Powiem panu z kogo jestem najbardziej dumna. Jest to pani, która no jest trochę starsza ode mnie. W zasadzie mogłaby być moją mamą. I przyjechała tutaj do mnie kilka lat temu na warsztaty ze swoimi wnuczętami. I co się okazało, że takiego bakcyla łyknęła, że teraz robi przepiękne rzeczy. Bardzo często spotykamy się na różnego rodzaju imprezach, gdzie my te swoje wyroby prezentujemy. Jest mi bardzo miło, kiedy na przykład pani przedstawia mnie "To jest pani, która nauczyła mnie. To jest moja nauczycielka". To jest takie fajne. Mam kilka takich osób, które, które właśnie nauczyłam i zajmują się tym nie tylko hobbistycznie, ale, ale, ale mówię tak bardziej poważnie powiedzmy.
      I: A mówi Pani o tych różnych warsztatach. Czy coś mogłaby Pani więcej powiedzieć?
      BR: No głównie nasza działalność polega na tym, że zapraszamy tutaj do tego miejsca młodzież, dzieci oraz osoby dorosłe i staramy się przekazać chociaż namiastkę tej wiedzy i tych umiejętności, które posiadamy. I są to warsztaty z robienia pająków, z wycinanki, z kwiatów z bibuły oraz takie warsztaty, które związane są z czynnościami, które kiedyś wykonywano. […] Jeszcze wracając do pająków bardzo często dzieciaki, dzieciaki tutaj przyjeżdżają na tego typu zajęcia. Zawsze dzielę wtedy grupę na dwie grupy i wprowadzam taki element rywalizacji. Każda grupa musi zrobić swojego pająka. Oczywiście dbam o to, żeby oprócz tej takiej wspólnej pracy, każde dziecko też zabrało na przykład taki element, który gdzieś tam na pamiątkę, na pamiątkę może sobie zachować. […]
      I: Dlaczego uczyć dzieci robienia pająków?
      BR: Żeby tradycyjna nie zaginęła. To jest bardzo ważne. I proszę mi wierzyć. Bardzo często jest tak, jak dzieciaki tu wchodzą "Eh...Będziemy robić pająki". Szczególnie chłopcy. Albo kwiaty z bibuły czy wycinankę. Jak zobaczą, że coś im wychodzi, że coś z tych prostych rzeczy tworzą, że nie jest to takie aż bardzo trudne. Na prawdę, proszę mi wierzyć, że w tej swojej sześcioletniej działalności mogłabym na palcach u jednej ręki policzyć osoby, które... które wyszły i w zasadzie nic stąd nie wyniosły. Także wydaje mi się, że w dobie... w dobie komputerów trzeba też prowadzić taką... taką działalność, żeby... żeby dzieciaki, młodzież rozwijały się w sposób taki manualny, prawda? Żeby to nie było takie, mówię, klikanie i oglądanie, ale też żeby nabierały takich umiejętności manualnych. To jest, to jest też ważne. Tak mi się wydaje. A poza tym, mówię, przekazywanie, przekazywanie tej, tej tradycji. Być może komuś za jakiś czas zachce się zająć na przykład tego typu działalnością, czy rozwijaniem tego typu umiejętności.
      I: A gdzie można Panią spotkać. W czym Pani bierze udział?
      BR: Najczęściej, najczęściej to są rożnego rodzaju imprezy takie plenerowe. Organizowane na przykład na terenie Łowicza, jak teraz ostatnio "Biesiada Łowicka", która jest taką imprezą cykliczną, połączona z dożynkami. Czy na przykład Boże Ciało w Łowiczy, gdzie tutaj, mówię, ułatwiają nam jak gdyby tutaj organizatorzy, możliwość prezentacji właśnie swoich, swoich wyrobów i umiejętności.
      I: Czy bierze Pani udział też w konkursach?
      BR: Powiem tak. Raczej nie, chociaż też dostałam różnego rodzaju zaproszenia, ale proszę mi wierzyć, z racji tego, że... że mówię prowadzimy tę działalność i z racji tych swoich... tych swoich zamówień, czas na prawdę nie pozwala. Moja... mój dzień jest, jest wypełniony pracą. Średnio pracuję po 12 godzin dziennie. […] Mało czasu się robi na inne, na inne, mówię jakieś przyjemności, powiedzmy. Chociaż pomimo całego zmęczenia, jestem tą szczęśliwą osobą, która łączy swoją pracę zawodową z pasją. I wydaje mi się, że nie ma nic lepszego w życiu, jak mówię, zarabiać na życie i jednocześnie, mówię, realizować, mówię, realizować swoją pasję.
      I: A jakie inne właśnie takie wytwory plastyczne, z plastyki zdobniczej Pani wykonuje?
      BR: No oprócz pająków, są to przede wszystkim kwiaty z bibuły i różnego rodzaju kompozycje. Są to też rzeczy stylizowane, albo takie rzeczy, które rzeczywiście wyrabiane tradycyjnie. Te rzeczy stylizowane dlaczego? Nie wszystkie rzeczy, które... formy może występujące kiedyś w chałupach łowickich komponowały by się dobrze w nowoczesnych wnętrzach. A wyroby stylizowane, wyrabiane tą starą techniką, ale może troszeczkę inaczej wyglądające, fajnie jak ktoś, jest mi bardzo miło gdzieś umieszcza w swoim wnętrzu i i i jak cieszy to jego oko.
      I: [...] Dobrze. Dziękujemy bardzo.